O Tour de Pologne, rowerze królowej Wiktorii i modzie na pedałowanie

Jeszcze w latach 80. poprzedniego stulecia królestwem rowerów była Azja. Pedałowano w Indiach, Malezji, w Chinach… Głównie z biedy: na samochód mieszkańców tych państw nie było stać, a niedostatki komunikacji publicznej trzeba było sobie jakoś rekompensować. Europa Zachodnia i Stany korzystały z samochodów, choć w europejskich miastach rowerzyści byli mniejszością sporą i zauważalną.

A u nas? Rower przez lata był w mieście zabawką dla nastolatków, a na wsi pojazdem do wszystkiego, co nie było zbyt duże do wsadzenia na bagażnik i nie wymagało pokonania zbyt dużej odległości. Żywą świnię wiezioną na prowadzonym przez chłopa rowerze też widziałem. Ta wszechobecność roweru w krajobrazie PRL-owskiej wsi była zresztą źródłem kolarskich sukcesów biednych wiejskich klubów jakimi były Ludowe Zespoły Sportowe, w których wychowały się dziesiątki naszych kolarskich reprezentantów na Wyścig Pokoju.

Młodsi o tej imprezie w ogóle pewnie nie słyszeli, a przecież kiedyś rozpalała nasze emocje nie mniej niż dziś piłkarski mundial. Rodowód miała polityczny (propagandowa walka o pokój znakomicie maskowała przygotowania do rzeczywistej wojny), zakłamana była już w swoim generalnym założeniu, że jest imprezą dla sportowych amatorów – a jednak co roku w maju Polacy masowo ulegali czarowi dwóch kółek.

Magia sportu okazywała się silniejsza od etycznych ułomności, górą była dramaturgia kolarskiej rywalizacji. Tym bardziej, że nie sama siła nóg decydowała. Nieraz trzeba było sobie pompką wywalczyć korzystne miejsce na finiszu, choć brano ją na trasę w innym celu – przez pierwsze dziesięciolecia kolarze sami naprawiali koła z uszkodzoną dętką.

Dziś Wyścigu Pokoju już nie ma, a z wielu kolarskich imprez właściwie ostał ci się u nas już tylko Tour de Pologne. Za to w wybornej formie: jako jedyna tego typu impreza w Europie Środkowo-Wschodniej został przed kilku laty oficjalnie zaliczony do cyklu najważniejszych imprez kolarskich na świecie, obok tak renomowanych wyścigów jak Giro d’Italia, Tour de France, Vuelta a España czy najbardziej znane „klasyki” zachodnioeuropejskie.

Tegoroczny Tour de Pologne odbędzie się na początku sierpnia (4-10 sierpnia), kolarze pokonają 1075 km podzielonych na 7 etapów. Start w Krakowie, zakończenie imprezy w Bukowinie Tatrzańskiej. Pewnie zwycięzcy Giro czy Vuelty nie pojawią się na małopolskich i śląskich szosach, zawodowe teamy nie przyślą najlepszych składów, ale na pewno na trasie znajdzie się ich bezpośrednie zaplecze, powiedzmy: druga pięćdziesiątka z najlepszych aktualnie na świecie kolarskich profi.

To, że Tour de Pologne, impreza z 90-letnią tradycją, nadal istnieje to zasługa jednego człowieka: Czesława Langa. Ten wicemistrz olimpijski z Moskwy (1980), srebrny (1979) i brązowy (1977) medalista mistrzostw świata w jeździe drużynowej, na początku lat 80. został pierwszym polskim kolarzem zawodowym odnosząc kilka etapowych sukcesów we Włoszech. Po zakończeniu kariery w 1993 r. został dyrektorem podupadłego Touru i systematycznie, rok po roku, przywracał mu blask, czego dowodem rosnąca ranga w klasyfikacji wyścigów, prowadzonej przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI). Oczywiście pomogły znajomości z kolarskich tras, ale najważniejszy okazał się żmudny wysiłek włożony w organizację i poprawę kolejnych edycji Tour de Pologne.

A pierwszy wyścig z tego cyklu, nazwany I Biegiem Kolarskim dookoła Polski, ruszył na trasę w dniach 7–11 września 1928 roku. Na starcie stanęło 71 kolarzy, z których najlepszym – po przejechaniu prawie 1500 km – okazał się Feliks Więcek z Bydgoskiego Klubu Kolarskiego. Kolarze dla pożywienia się robili sobie przerwy, inne wymuszały okoliczności: na szutrowych drogach rowery często łapały „gumy”, trzeba było wtedy stanąć, zakleić dziurę w dętce, napompować koło i … gonić za rywalami.

Start kolarzy poprzedziły kilkuletnie przygotowania do urzeczywistnienia idei zrodzonej w kręgu członków Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów i dziennikarzy „Przeglądu Sportowego”. Wzorowano się, oczywiście, na niezwykle już wtedy popularnym Tour de France, organizowanym od 1903 r. (Giro d’Italia jest o 6 lat młodszy). Ale pierwsze zawody kolarskie rozegrano w Polsce dużo wcześniej: 5 czerwca 1869 r. w Ogrodzie Krasińskich w Warszawie. Były to czasy, w których rower nazywano po polsku „samojazdem”, a nawet czasami… „samochodem”.

Owe „samojazdy” były jeszcze mało wygodne i praktyczne, ale z każdym udoskonaleniem – a tych dokonywano niemal co roku – poprawiały swe walory. A za tym przyszedł wzrost popularności. W 1900 r., jak pisze autorka książki „Londyn w czasach Sherlocka Holmesa”, moda na welocypedy z panów przeniosła się na panie: „Na bicyklach jeździły i sprzedawczynie, i księżniczki. Nawet królowa Wiktoria miała trójkołowiec”. W serialu, jaki niedawno oglądaliśmy, była ładną, młodziutką dziewczyną, w 1900 r. liczyła sobie jednak już 81 lat, a jej sylwetkę trudno zaliczyć do wysportowanych. Rower jednak miała!
W Niemczech, Danii i Holandii zaczęto budować pierwsze drogi rowerowe. Na przełomie XIX i XX wieku podróże rowerowe w tych krajach stanowiły aż 80% transportu osobowego.

Również do Polski moda na rowery szybko dotarła. Już w 1886 r. powstało Warszawskie Towarzystwo Cyklistów, a wśród jego członków znajdowali się m.in. Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus. WTC miało na celu popularyzację kolarstwa, czemu służyło propagowanie turystyki rowerowej i organizowanie zawodów.

Obok siedziby WTC w Dynasach w roku 1892 zbudowano nowoczesny tor kolarski. Podobne zrzeszenia powstawały też w innych miastach Polski, w 1895 r. Krakowski Klub Cyklistów liczył ok. 120 osób. Do zagorzałych zwolenników kolarstwa należała m.in. Maria Skłodowska-Curie, która wraz z mężem Piotrem w podróż poślubną pojechała rowerem.

Od tamtych lat minęło stulecie, przez które moda na jazdę rowerem falowała, ale nigdy nie zaniknęła. Dziś Polacy deklarują (raport MultiSport Index 2018), że spośród różnych form aktywności fizycznej najczęściej uprawiają bieganie (34 proc.), jazdę na rowerze (29 proc.) i ćwiczenia na siłowni (22 proc.). To nawet wygląda optymistycznie. Z drugiej strony jednak, jak wynika z tego samego badania, co trzeci Polak nie podejmuje aktywności fizycznej nawet raz w miesiącu.
Moda na rower ma zatem przed sobą znakomite perspektywy rozwojowe.

Najszybciej na rowerze

Zawodowi kolarze 200-kilometrowej długości etapy pokonują z przeciętną prędkością nieco wyższą niż 40 km/h. Szybciej poruszają się oczywiście przy zjeździe z wyniosłości (nawet do 120 km/h) czy na finiszu etapu (ok. 70 km/h). W warunkach specjalnych jednak i na specjalnie przygotowanym pojeździe potrafią rozwijać prędkości imponujące. Rekord prędkości na rowerze wynosi 268,831 km/h: został ustanowiony w 1985 roku na słonym jeziorze Bonneville Salt Flats w Utah (USA) przez Holendra Freda Rompelberga. Rowerzysta jednak rozpędzał się początkowo (do 120 km/h) za pomocą holu, ciągnięty przez samochód, a następnie pedałował za osłoną aerodynamiczną.

Wyłącznie o własnych siłach Sebastian Bowier w 2013 roku osiągnął prędkość 133,78 km/h – tyle, że rower był całkowicie zabudowany dla zmniejszenia oporów powietrza.

Największą jednak szybkość na rowerze uzyskano 7 listopada ubiegłego roku, kiedy to François Gissy na specjalnie skonstruowanym rowerze, wspomagany przez napęd rakietowy, osiągnął prędkość 333 km/h. Rekord uzyskano na torze wyścigowym we Francji, kolarz ścigał się z ferrari 430, które oczywiście zostało mocno z tyłu…

Dwieście lat roweru

Niedawno obchodziliśmy dwustulecie pojazdu, który dziś znamy jako rower (nazwa zresztą przez polszczyznę zaczerpnięta od fabryki… samochodów). Co prawda niektórzy dopatrzyli się rowerowych śladów w staroegipskich reliefach (ale trzeba mieć rozwiniętą wyobraźnię), co prawda szkic takiego pojazdu pozostawił Leonardo da Vinci (ale do 1974 r. rysunek był gdzieś ukryty i nikomu nie znany), jednak realne początki roweru to „maszyna do biegania” Francuza de Sivraca z końca XVIII w. Były to dwa koła połączone deską, na której wspierał swą sempiternę jeździec wprawiający pojazd w ruch poprzez odpychanie się nogami. Ponieważ złącze było sztywne, „maszyna” nie mogła skręcać – trzeba się było zatrzymać, ustawić pojazd w pożądanym kierunku i ponownie wsiąść.

„Maszynę do biegania” zmienił w rower niemiecki baron Karl von Drais de Sauerbrun, wprowadzając obrotowy widelec przedni połączony z kierownicą, co umożliwiło skręcanie bez konieczności zsiadania z pojazdu. Oryginalny wehikuł, nazwany przez autora – od jego nazwiska – „draisinne”, czyli po polsku drezyna, zachował się do dziś w muzeum miejskim w Karlsruhe. Ważyła ok. 45 kg i pozwalała osiągnąć prędkość ok. 10 km/h. W następnych modelach udało się zmniejszyć wagę do ok. 20 kg, Drais wyposażył też swą „drezynę” w uruchamiany linką hamulec i siodełko z regulacją wysokości. Nadal jednak trzeba się było odpychać nogami od ziemi.

Pedały wprowadził do roweru w 1860 r. Francuz Pierre Michaux, mocował je do przedniego koła. Złośliwcy nazywali ówczesne rowery „boneshakerami” (wstrząsaczami kości), gdyż posiadający drewniane koła pojazd na bruku był w stanie nie tylko kości, ale i duszę rowerzysty wytrząść. Remedium, pozwalającym także zwiększyć szybkość pojazdu, miała stanowić dysproporcja w wymiarach kół, z czasem przednie było czterokrotnie większe od tylnego. Niestety, jazda na bicyklach była niewygodna i niebezpieczna, zwłaszcza gdy rowerzysta spadał z wysokości ok. 1,5 m.

Dzisiejszą postać przybrał rower do końca XIX w.: napęd na tylne koło, pedały, równe koła, opony pompowane (przedtem pełne).
koniec chorągiewki 2

Początki kolarstwa jako sportu

  • 1818, Paryż: wyścig dwóch „drezyn” na dystansie 600 m – nieukończony, gdyż ciekawscy kibice nie pozwolili pojazdom dojechać do mety
  • 1869: pierwszy wyścig kolarski we Francji i w Polsce
  • 1885: pierwsze mistrzostwa świata (jazda na czas)
  • 1896: na pierwszych nowoczesnych igrzyskach olimpijskich rozegrano 6 konkurencji kolarskich, w tym 3 wyścigi na szosie (10 km, 100 km i jazda przez 12 godz.)
  • 1927: pierwsze mistrzostwa świata na szosie
  • 1958: pierwsze kolarskie mistrzostwa świata kobiet
0 shares
Previous Post

Kuchnia naturalna – z czym to się je?

Next Post

Aqua Aerobik – wszystko, co musisz wiedzieć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *